Portishead - Third

kwiecień 24, 2008

“Portishead”, znakomity zespół tworzący muzykę będącą mieszanką trip hopu, elektroniki i chilloutu, dopełnianą niezwykłe melodyjnym głosem Beth Gibbons. Nie minąłbym się z prawdą, jeżeli stwierdziłbym, że jest to jedna z najbardziej uzdolnionych wokalistek ostatnich lat, wokal dosłownie przeszywa zmysły, pochłania, mani i otula powodując, iż stajemy się częścią dźwięków, muzyki. Kawałki „Roads”, „Glory Box” czy „Humming” to sztuka, kwintesencja zmysłowości, to uczucia, emocje, życie.

Po niemalże jedenastoletniej przerwie, ostatnia płyta „Portishead”, nie licząc „Roseland NYC Live”, która jest nagraniem „live”, wydana została w 1997 roku, powstaje zupełnie nowy, trzeci już album zatytułowany „Third”.

„Third” znacznie różni się od swoich sióstr „Dummy” i „Portishead”, to zupełnie odmienne, świeższe podejście, chęć tworzenia, energia i pasja towarzyszą niemalże każdemu dźwiękowi, kawałki są szybsze, energicznie, żywiołowe, to zderzenie nowoczesności i tradycyjnego nurtu, jakim podążali artyści. Płyta zawiera jedenaście utworów, każdy stanowi oddzielną historię, urzekającą i piękną, „Deep Water, prosty podkład, wokal dopełniony chórkami stylizowanymi na lata 50, odrobinę psychodeliczny „Plastic” czy „Machine Gun” to twórczość zupełnie nie mieszcząca się w ryzach „starego” Portishead, natomiast „Magic Doors” czy „Nylon Smile”, dosłownie chwytają za serce, doskonały przekaz emocji, niepewności, zdają się być ukłonem w stronę dotychczasowego dorobku. Urzekł mnie „The Rip”, melodyjny, spokojny wokal połączony z dynamicznym podkładem, niczym ocean przed burzą i jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że Beth Gibbons to geniusz wokalny, a Geoff Barrow zasługuje na miano multiinstrumentalisty.

Jedenaście lat, to niemalże wieczność, zwłaszcza w przemyśle muzycznym, czy warto było czekać ? Zdecydowanie tak, twórcy postawili na rozwój, przełamali barierę monotoniczności. Zespół i jego twórczość wiele zyskała, przeszła renowację i przemianę, jednocześnie nie tracąc korzeni, to w dalszym ciągu stary, dobry Portishead. Szkoda, że zajęło im to tak wiele czasu…

Leave a Reply